|
Słonowice
nad rzeką Małoszówką to wieś na pierwszy rzut oka nie różniąca się
niczym specjalnym od licznych osad rozrzuconych na żyznych lessach małopolskich.

Pozornie,
gdyż pobliskie pola przez tysiące lat skrywały monumenty, które
latem ubiegłego roku zadziwiły nie tylko archeologów.
Wszystko zaczęło
się ćwierć wieku temu. Przeszukujący okoliczne pola archeolodzy
natrafili u stóp niewielkiego wzniesienia na ślady świadczące o tym,
że żyzna lessy już kilka tysięcy lat temu przyciągnęły w te
okolice pierwszych rolników. Znalezione zabytki sugerowały, że na
początku epoki brązu mogła znajdować się tutaj osada z okresu słabo
dotychczas poznanej kultury trzcinieckiej.
Gdy w 1979 roku wraz z grupa studentów archeologii rozpoczynałem
wykopaliska w Słonowicach, nikt nie spodziewał się, że odkryjemy
cos, co przez media, może trochę na wyrost, zostanie okrzyknięte
„polska Dolina Królów”. Całkowicie płaskie pole nie pozostawiało
zbyt wiele nadziei na takie rewelacje. W każdym kolejnym sezonie byliśmy
jednak coraz bardziej zdziwieni wyłaniając się z ziemi
skomplikowanymi układami rowów i pozostałościami palisad. W dodatku
długo nie mogliśmy „złapać” dobrego układu stratygraficznego,
określającego następstwo chronologiczne poszczególnych nawarstwień.
Dopiero w trzecim sezonie wykopaliskowym trafiliśmy na fragmenty
ceramiki. Uświadomiliśmy sobie wówczas, że mamy do czynienia ze
stanowiskiem neolitycznym. Znalezione przez nas naczynia są
charakterystyczne dla wczesnej fazy kultury pucharów lejkowatych,
jednej z pierwszych kultur rolniczych na ziemiach polskich.
Drewniane
giganty
Był
to duży krok naprzód. Poznaliśmy chronologie. Ale czego? Rowów,
palisady, a może pradawnych umocnień? Było to najbardziej
prawdopodobne wytłumaczenie. Przez kilka następnych kampanii
spodziewaliśmy się znaleźć potwierdzenie tej hipotezy. Okazało się
jednak, że była to ślepa uliczka. W ustaleniu charakteru znaleziska
pomogli nam dopiero Tomasz Herbich z Instytutu Archeologii i Etnologii
Polskiej Akademii Nauk i Joerg Fassbinder z Urzędu Konserwatorskiego w
Monachium, którzy przeprowadzili w
Słonowicach najnowocześniejsze jak na tamte czasy badania geofizyczne.
Nagle rezultaty naszych wykopalisk i ich badań ułożyły się w
logiczna całość. To było olśnienie. Rowy i palisady okazały się
resztkami olbrzymich, ponad stumetrowych budowli megalitycznych!
Odkopane
przez nas pozostałości wielkich konstrukcji drewniano – ziemnych były
kiedyś potężnymi nasypami grobowców. Do naszych czasów zachowały
się jedynie równe rzędy rowów z doskonale widocznymi pozostałościami
grubych drewnianych pali o średnicy około 30 cm. Tworzyły one długie,
palisadowe ściany na planie wydłużonego trapezu. Wzdłuż ścian dwóch
największych grobowców, które oznaczyliśmy numerami I i
II, od strony zewnętrznej ciągnęły się głębokie do 3 m i szerokie
na około 5 m rowy.
Uderza monumentalność tych konstrukcji. Przebadany
na całej długości grobowiec
I ma aż 120 m długości. Jego szerokość od strony wejściowej wynosi
10 m, a części tylnej 3 m. Nasypy zostały całkowicie zniszczone
przez erozje i orkę, dlatego ich wysokość można dziś określić
tylko na podstawie głębokości rowów bocznych, z których brano ziemię.
Sadząc po objętości wydobytej ziemi, te dwa grobowce mogły mieć w
części wejściowej nawet 5 m wysokości.
Obok dwóch największych grobów znajdowały się cztery
mniejsze, pozbawione rowów bocznych. Chociaż główna idea
architektoniczna wszystkich grobowców słonowickich była podobna, różniły
się szczegółami – przede wszystkim wielkością i kształtem części
wejściowej. W większości z nich wejście to po prostu przerwa w
konstrukcji palisadowej. Wyjątkowy jest grobowiec II. Ściany części
wejściowej tworzą rodzaj przedsionka w kształcie greckiej litery
Ω, w którego środku znaleźliśmy pozostałości technicznej
jamy. Wszystkie grobowce zostały zbudowane dokładnie na linii wschód
– zachód, z wejściami od strony wschodniej. Jest to dość
powszechna, choć nie pozbawiona wyjątków, zasada orientacji budowli
megalitycznych, najprawdopodobniej związana z wierzeniami religijnymi.
Techniki
budowy
Od
dawna ludzie zadają sobie pytanie, jak budowano takie gigantyczne
konstrukcje, posługując się jedynie zestawem prostych narzędzi
drewnianych i kamiennych. Nie wiadomo też, w jaki sposób
transportowano na miejsce budowy potrzebne materiały. Również my
zastanawialiśmy się nad tymi kwestiami, chociaż w
Słonowicach kamień używany był do budowy grobowców tylko w
niewielkim stopniu. Nic dziwnego – na wyżynach lessowych po prostu go
nie ma. Chcąc pochować swoich zmarłych w tradycji megalitycznej,
pradawni budowniczowie musieli sobie jakoś z tym poradzić. Pod
kamienne siekiery szły hektary okolicznych lasów, a z mozołem
transportowane pnie powoli zmieniały się w ściany grobowców. Głównym
budulcem były drewno i ziemia, ale znajdują się sporymi kamieniami.
Pracujący z nami prof. Maciej Pawlikowski z Akademii Górniczo –
Hutniczej w Krakowie zachodzili w głowę, skąd pozyskiwano kamień.
Najbliższe jego złoża znajdują się przecież kilkadziesiąt
kilometrów od Słonowic, a układ szlaków wodnych nie sprzyjał
transportowi. Być może kamienie pochodziły z erozyjnych rozcięć
pokrywy lessowej, powstających w wyniku działania okolicznych rzek i
potoków.
Długo nie wiedzieliśmy też, w jaki sposób kopano gigantyczne
rowy. Traf chciał, że na dnie jednego z
nich odkryliśmy ślady orki. Okazało się, że budowniczowie kurhanów
spulchniali ziemię prymitywnym radłem. Rozbite bryły ziemi łatwiej
było przenosić.
Nie tylko wydobywanie ziemi na nasypy grobowe wymagało wysiłku
fizycznego i logistycznego. Do zbudowania setek metrów palisad
potrzebne były tysiące specjalnie wybranych, ściętych i ociosanych
pni drzew. Obróbka i transport drewna, zgromadzenie kamieni, kopanie
rowów, a w końcu sama budowa wymagały doskonałej organizacji pracy,
której mogła sprostać
tylko liczna, zdyscyplinowana i dobrze kierowana społeczność. Przecież
nie było możliwe zatrudnienie przy budowie grobowca całej okolicznej
ludności. Ktoś musiał w tym czasie uprawić ziemie , doglądać
zwierząt, polować, gotować strawę i dbać o wioskę.
Próba
rekonstrukcji
Na
podstawie zachowanych w ziemi śladów podjęliśmy próbę rekonstrukcji
zarówno metody budowania starożytnych monumentów, jak i ich wyglądu,
nie zapominając, że nadal istnieje bardzo dużo znaków zapytania.
Wiele wskazuje na to, że budowniczowie po ustawieniu „palisadowych”
ścian grobowców, których pozostałości widoczne są do dziś, wypełniali
przestrzeń między nimi wydobytą z rowów ziemią. Być może pusta
pozostawała tylko przednia część grobowca. Tutaj znajdowała się
bowiem komora zmarłego. Najprawdopodobniej, aby zapobiec rozchylaniu się
pod naporem ziemi pali na zewnątrz, oba szeregi słupów na górze łączono,
tworząc coś w rodzaju zadaszenia. Po stu latach drewno użyte do
budowy palisady zbutwiało, a
nagromadzona między palami ziemia osunęła się z powrotem do rowów.
Jednak rowy przy ścianach bocznych znaleźliśmy tylko przy dwóch
odkrytych grobowcach. Cztery pozostałe były jakby ogromnymi, bardzo długimi,
pustymi w środku domami.. Czyżby na jednym, cmentarzysku w tym samym
czasie budowano groby dwu różnych rodzajów? Wszystko wskazuje na to,
że mamy do czynienia z grobowcami dwu typów, nadal jednak nie
potrafimy odpowiedzieć, jaki był powód zróżnicowania.
Komory
grobowe
Niedaleko
wejścia do grobowców znajdowały się komory grobowe. Wszystkie zostały
zbudowane dokładnie na linii wschód – zachód. Pomimo gigantycznych
rozmiarów grobowce słonowickie nie były mogiłami zbiorowymi, chociaż
i tutaj – jak się okazało – zdarzały się wyjątki. Zazwyczaj
grobowce budowano dla jednej osoby, z pewnych powodów ważnej dla społeczności.
Nie wiadomo, czy byli to wodzowie, seniorzy rodów, czy też kapłani.
Nie dysponując żadnymi źródłami pisanymi, trudno dokładnie określić,
czym wyróżniał się pochowany w grobowcu człowiek, dlaczego poświęcano
tyle czasu i wysiłku na utrwalenie pamięci o nim.
Samych komór grobowych, w których składano ciało, nie wyposażano
szczególnie bogato, tak jakby darem dla zmarłego była już sama
konstrukcja grobowca. Nie znaczy to jednak, że zmarłym nie dawano nic
na drogę w zaświaty. Obok szkieletów znajdowaliśmy wyroby krzemienne
i ceramikę. Wkopane w ziemię komory grobowe to kolejny element różnicujący
megality słonowickie. W tym roku przebadaliśmy prawie wszystkie
centralne komory grobowe. Niektóre grobowce miały obstawę kamienną,
inne nie; w jednym szkielety leżały na bruku kamiennym, przywalone głazami,
w innych kamienie wypełniały całą komorę grobową i spoczywającego
na ziemi zmarłego. w dwóch grobowcach znaleźliśmy ślady drewnianej
obudowy jamy (trumny?), jednak prawdziwa niespodzianka czekała na nas w
grobowcu VI. Zamiast oczekiwanego pojedynczego pochówku znaleźliśmy
trzy groby. Pierwszy, największy należał do mężczyzny, drugi
najprawdopodobniej do kobiety, w
trzecim zaś zachowały się fragmenty szkieletu dziecka. Co ciekawe,
materiał użyty do obudowy grobu mężczyzny to nie kamienie, ale metal
a dokładniej – potężne bryły darniowej rudy żelaza. Niestety,
stan wszystkich szkieletów znalezionych w wielkich grobowcach słonowickich
jest bardzo zły, co związane jest z
silną penetracją wód gruntowych.
Po mniej więcej stu latach (bona tyle ocenia się trwałość
drewnianego budulca) przed i pomiędzy gigantycznymi grobowcami, a nawet
w ich rozsypiskach, zaczęto chować zmarłych w zwykłych grobach płaskich.
Pochowani w nich ludzie nie byli zapewne tak ważni jak właściciele
grobowców megalitycznych. Być może stuletnia nekropolia stała się z
czasem miejscem świętym, gdzie chowano zwykłych członków społeczności.
A może zmieniły się zwyczaje pogrzebowe? Dotychczas znaleźliśmy 20
takich grobów różniących się od siebie pewnymi szczegółami. W
niektórych zachowały się pozostałości drewnianych trumien. Zmarli
leżeli na plecach, w pozycji wyprostowanej, a lekkie uniesienie głowy
wywołuje wrażenie, jakby patrzyli na wschodzące słońce. Szkielety z
grobów „płaskich”, znajdujących się trochę wyżej na stoku niż
komory centralne wielkich grobowców, zachowały się całkiem dobrze.
Ich przebadanie może dostarczyć informacji na temat wieku, płci i
pokrewieństwa osób pochowanych na cmentarzysku w Słonowicach.
W grobach „płaskich”, również stosunkowo słabo wyposażonych,
znaleźliśmy fragmenty typowej dla kultury pucharów lejkowych ceramiki
i narzędzia krzemienne. Krzemień, z którego wyrabiano narzędzia, to
prawie bez wyjątku krzemień wołyński, podczas gdy stosunkowo
niedaleko, na terenach Jury Krakowsko – Częstochowskiej, znajdowały
się złoża dobrego, intensywnie eksploatowanego w czasach
prehistorycznych krzemienia. Fakt ten wskazuje na kierunki kontaktów ówczesnych
społeczności, przepływu idei i grup ludności.
Sporym zaskoczeniem była dla nas tajemnicza czworokątna
konstrukcja w górnej części stoku, stanowiąca najprawdopodobniej
przestrzeń sakralną, w obrębie której odbywały się nie znane nam
obrzędy. Wydzielony plac ograniczony był z
trzech stron (od północy,
wschodu i zachodu) dwoma równoległymi
od siebie rowami, pomiędzy którymi znajdował się wał ziemny. Od południa
graniczył on z monumentalnym grobem I. Każdy z boków miał długość
120 m. Byliśmy Bardzo ciekawi, czy znajdziemy coś w centralnym punkcie
placu. W głębokim na 3 m sondażu nie natrafiliśmy jednak na
najmniejszą nawet skorupę związaną z
kulturą pucharów lejkowatych. A zatem teoria, że w miejscu tym
znajdowała się trwała zabudowa, upadła. Nie możemy natomiast
wykluczyć istnienia pomiędzy wałami nieuchwytnych dziś konstrukcji
nietrwałych typu szałasowego. Wydaje się, że była to raczej
przestrzeń całkowicie pusta, przeznaczona na spotkania lub ceremonie,
w których brała udział większa liczba ludzi. Place ceremonialne tego
rodzaju nie są znane z terenów Polski, pojawiają się jednak w kręgu
zachodnich kultur magalitycznych. Najbliższą Słonowicom konstrukcję
tego typu odkryto w miejscowości Makotrasy w Czechach. Być może
podobne struktury kryją się jeszcze pod ziemią również w innych
rejonach Polski, dotychczas jednak nikt na nie nie natrafił. W Słonowicach
wykopaliska objęły łącznie 70 arów, co pozwoliło uchwycić ślady,
które na innych stanowiskach mogły być po prostu przeoczone.
Gdzie
mieszkali budowniczowie?
Do
dziś nie wiadomo, gdzie mieszkali budowniczowie megalitów słonowickich.
Mimo badań powierzchniowych nie udało się w pobliżu zlokalizować żadnej
osady z wczesnej fazy kultury pucharów lejkowatych, na którą datujemy
grobowce. Wszystkie znalezione przez nas osiedla należały do tzw. fazy
klasycznej, którą można łączyć z cmentarzyskiem „płaskim”.
Wbrew pozorom znane archeologom osady kultur megalitycznych nie miały w
sobie nic, co by wskazywało na odbicie idei megalitycznych w życiu
codziennym. Tak jakby cała energia była zużywana na budowę
gigantycznych grobowców dla garstki wybrańców.
Dopiero dzisiaj, po 20 latach prac w Słonowicach, w pełni
zdajemy sobie sprawę z rangi tego odkrycia. Natrafiliśmy na pozostałości
unikatowego w skali europejskiej, skomplikowanego założenia grobowego,
na które składają się grobowce megalityczne różnych kształtów i
rozmiarów, cmentarzysko „płaskie” i tajemnicza kwadratowa
przestrzeń. Stanowisko w Słonowicach jest z wielu powodów jednym z najważniejszych odkryć
archeologicznych ostatnich lat dla okresu neolitu. Niezwykle ważna jest
sama lokalizacja tych grobowców, znajdujących się daleko poza centrum
megalityzmu w Polsce. Pierwotnie przypuszczano, że budowle megalityczne
wznoszone były jedynie w północnej Polsce. Prace wielu archeologów w
ciągu ostatnich lat dowiodły, że idea megalityczna na ziemiach
polskich miała o wiele szerszy zasięg, niż nam się dotychczas wydawało.
Okazało się, że ludność kultury pucharów lejkowatych wznosiła
grobowce również na żyznych wyżynach lessowych, na Sandomierszczyźnie
i Lubelszczyźnie, a także – jak odkryli niedawno archeolodzy z
Wrocławia – na terenie Dolnego Śląska. Słonowice nie są więc pod
tym względem stanowiskiem wyjątkowym, wciąż jednak pozostają największe
i najlepiej przebadane. W sumie ostatnie odkrycia zmuszają do rewizji
dotychczasowych poglądów.
Nadal nie wiadomo, skąd idea megalityczna wzięła się na
terenach Polski. Istnieją uzasadnione teorie podkreślające wpływy z
zachodu. Inni uważają grobowce kultury pucharów lejkowatych za wytwór
lokalny, widząc ich pierwowzór w wielkich, trapezowatych domostwach
kultury lendzielskiej, która przybyła do Polski zza Karpat. Nasza
wiedza jest jednak nadal pełna luk, które mogą wypełnić tylko
kolejne badania. Rewelacją prac w Słonowicach można nazwać także
odkrycie dużych, nieznanych dotąd na ziemiach polskich budowli
megalityccznych. Znane od XIX wieku kamienno-ziemne „grobowce
kujawskie” to trapezowate nasypy ziemne obstawione kamieniami. W Słonowicach
w pełni potwierdziły się informacje ze wschodu Polski o
„drewnianych megalitach” które w zasadzie powinno się nazywać
megaksylonami (od
ksylos-drewno). Co ciekawe, analogie do grobowców słonowickich znajdują
się daleko na zachodzie Europy. Niemalże identyczną drewnianą
konstrukcję odkryto w atlantyckim centrum megalityzmu, na Wyspach
Brytyjskich (Fussell’s Lodgoe w
hrabstwie Wiltshire). Nie wiadomo jednak, czy i w jaki sposób
angielskie odkrycie można wiązać ze słonowickim. Podobieństwo jest
jednak uderzające.
Jeszcze ważniejsze jest samo datowanie grobowców słonowickich,
które mają wyjątkowo jasną stratygrafię. Mając do dyspozycji
fragmenty naczyń znajdujących się w grobowcach porównaliśmy je z
ceramik z innych stanowisk kultury pucharów lejkowych. Okazało się,
że wielkie grobowce i plac ceremonialny w
obrębie dzisiejszych Słonowic zostały zbudowane na dziewiczym
terenie, na przełomie IV i III tysiąclecia p.n.e. Datowanie to zostało
wkrótce potwierdzone przez radiowęglowe analizy szkieletów z
chronologicznie młodszego cmentarzyska „płaskiego”, wykonane przez
prof. Gilberto Calderoniego z Uniwersytetu La Sapieniza w Rzymie.
Ustalenia te będą stanowić punkt odniesienia do datowania innych
stanowisk z okresu neolitu w
Polsce i w Europie Środkowej. To kolejny atut Słonowic. Tym ważniejszy,
że w przypadku wielu megalitów zachodnioeuropejskich często trudno
określić datę ich powstania. Monumentalne konstrukcje kamienne przez
tysiąc lat wykorzystywane były jako miejsce pochówków przez różne
kultury. Spowodowało to wymieszanie się kości i materiału
archeologicznego z różnych okresów, co dziś bardzo utrudnia
wiarygodne datowanie. Dlatego na przykład data powstania Stonehenge
jest nadal dyskutowana.
Archeologia nie zna jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, po co
budowano takie giganty. Badacze neolitu z pewnością zaproponują
liczne hipotezy wyjaśniające to zjawisko i analizując przeróżne
aspekty ich powstania. Jednak w archeologii nawet z pozoru dobrze
udokumentowaną teorię może obalić jedno nowe odkrycie. Słonowice są
tego najlepszym przykładem. Tak więc do końca nie wiadomo, dlaczego
budowano grobowce w Słonowicach, czy były one tylko grobowcami, czy może
pełniły jeszcze inne funkcje i dlaczego są tak podobne do angielskich
Fussell`s Lodge. Może dalsze znaleziska pomogą rozwikłać tę zagadkę.
Na razie rejestrujemy fakty.
|